Stoisz w korku w Warszawie. Ktoś z prawej wciska się na styk. Z lewej jedzie autobus i zasłania widoczność. Pieszy podchodzi do przejścia, ale jeszcze nie wchodzi. Ty patrzysz do przodu i nagle samochód robi coś, czego nie planowałeś. Piszczy. Miga kontrolka. I potrafi sam przyhamować, czasem ostro, czasem delikatnie. W głowie masz jedną myśl. Czy to mnie właśnie uratowało, czy zaraz ktoś wjedzie mi w tył, bo auto zahamowało „za mocno”. Dokładnie na tym polega stres kierowcy w mieście. I dokładnie w takich momentach pojawia się temat automatycznego hamowania awaryjnego, czyli systemu, który ma pomóc uniknąć zderzenia albo zmniejszyć jego skutki, ale nie jest magią i nie działa dobrze w każdych warunkach.
Automatyczne hamowanie awaryjne działa prosto tylko z nazwy. W praktyce system musi najpierw „zobaczyć” zagrożenie. Do tego używa czujników, najczęściej kamery i radaru, czasem również innych czujników zależnie od modelu auta. Oprogramowanie analizuje, co jest przed samochodem, czy obiekt się zbliża, czy to jest pojazd, pieszy, rower, czy może tylko element infrastruktury, cień albo odbicie. Jeżeli system uzna, że ryzyko zderzenia rośnie i kierowca nie reaguje, najpierw ostrzega. Jeśli nadal uzna, że nie ma reakcji, może dohamować sam. W mieście bywa to realnie zbawienne, bo typowe stłuczki „na zderzak” w korku biorą się z sekundy nieuwagi. Tylko że miasto jest środowiskiem trudnym. Bo dużo się dzieje. Bo odległości są małe. Bo obiekty potrafią pojawić się nagle i z boku. I dlatego ten sam system, który raz uratuje Cię przed zderzeniem, innym razem może zareagować nerwowo albo spóźnione.
Tu trzeba powiedzieć rzecz kluczową, też pod kątem prawa i odpowiedzialności. W Polsce obowiązek zachowania ostrożności i unikania działań mogących spowodować zagrożenie wynika wprost z ogólnych zasad ruchu drogowego. To nie jest „opinia”, tylko fundament. Kierowca ma obowiązek zachować ostrożność, a gdy sytuacja tego wymaga, szczególną ostrożność. Ma unikać wszystkiego, co może stworzyć zagrożenie lub utrudnić ruch. Do tego dochodzi obowiązek jazdy z prędkością zapewniającą panowanie nad pojazdem i dostosowaną do warunków, takich jak widoczność, stan drogi, warunki atmosferyczne i natężenie ruchu. I jest jeszcze jedna rzecz, o której ludzie zapominają, bo myślą, że to „system” pilnuje bezpieczeństwa. Nie. To Ty masz utrzymywać odstęp niezbędny do uniknięcia zderzenia, gdy pojazd przed Tobą hamuje albo się zatrzymuje. Automatyczne hamowanie awaryjne może pomóc, ale nie zastąpi odstępu i przewidywania. A w mieście odstęp jest Twoją poduszką bezpieczeństwa na wypadek sytuacji, w której auto ostrzeże i przyhamuje szybciej niż Ty byś to zrobił.
Teraz przejdźmy do realnych korzyści, bo one są konkretne. Po pierwsze, system potrafi skrócić czas reakcji w korku. W Warszawie to oznacza mniej „pocałunków” zderzaka, mniej zniszczonych uchwytów tablicy, mniej uszkodzonych czujników parkowania i mniej nerwów z oświadczeniem. Po drugie, przy większych prędkościach potrafi zmniejszyć energię uderzenia, czyli zmniejszyć szkody i ryzyko urazów. Po trzecie, w sytuacjach z pieszym lub rowerzystą system potrafi zareagować, gdy kierowca dopiero „przetwarza”, co widzi. Tylko że to działa dobrze wtedy, gdy system ma dobre warunki do rozpoznania obiektu. To nie jest pewnik w każdych warunkach. Dlatego najrozsądniejsze podejście do automatycznego hamowania awaryjnego jest takie. Traktujesz je jak dodatkową warstwę bezpieczeństwa. Ale nadal jeździsz tak, jakby go nie było. Bo w przeciwnym razie Twój margines bezpieczeństwa robi się za mały.
I teraz najważniejsza część, czyli kiedy automatyczne hamowanie awaryjne w mieście się myli, albo kiedy może Cię zaskoczyć. Najczęstsza przyczyna to warunki, które pogarszają „wzrok” czujników. Brud na kamerze. Zaparowana szyba w miejscu kamery. Śnieg i błoto pośniegowe na zderzaku w miejscu radaru. Ulewa. Mgła. Niskie słońce świecące wprost w kamerę. W praktyce wygląda to tak, że jedziesz, wszystko jest w porządku, a potem nagle pojawia się fałszywy alarm, bo system „zobaczył” coś, co przypomina przeszkodę. W mieście dzieje się to także przy odbiciach świateł na mokrym asfalcie, przy metalowych elementach, przy torowiskach i przy remontach, gdzie linie na jezdni są nieczytelne lub sprzeczne. Druga grupa sytuacji to takie, w których obiekt pojawia się szybko z boku, a system musi podjąć decyzję w ułamku sekundy. Typowy przykład to samochód, który wciska się przed maskę na styk. Albo hulajnoga, która przecina tor jazdy na przejściu. Albo pieszy, który robi krok do przodu i zaraz się cofa. System czasem zareaguje ostro, bo „woli” zahamować niż ryzykować. A Ty czujesz, że to było „niepotrzebne”. I tu pojawia się ryzyko wtórne, czyli ktoś wjeżdża Ci w tył, bo nie spodziewał się hamowania. Dlatego wracamy do podstaw. Odstęp. Spokojna prędkość. Patrzenie dalej niż maska. To w Polsce jest nie tylko zdrowy rozsądek, ale też logika wynikająca z obowiązku jazdy z prędkością dającą panowanie nad pojazdem i obowiązku utrzymywania bezpiecznego odstępu.
Jeżeli chcesz naprawdę „wygrać” z tym systemem w mieście, zrób jedną prostą rzecz. Zamiast walczyć z ostrzeżeniami, naucz się je interpretować. Gdy auto ostrzega, Ty nie zakładasz od razu, że to błąd. Ty robisz szybki skan drogi. Sprawdzasz, co jest przede mną, co jest z prawej, co jest z lewej. I dopiero po sekundzie widzisz, czy to było realne zagrożenie, czy fałszywy alarm. W praktyce to poprawia Twoje bezpieczeństwo, bo czasem ostrzeżenie jest zasadne, tylko kierowca jeszcze nie zauważył, że auto przed nim hamuje, bo patrzył na światła albo na przejście. Natomiast jeśli widzisz, że fałszywe alarmy pojawiają się w konkretnych warunkach, na przykład po myjni, po wymianie szyby, po naprawie zderzaka, w trakcie zimy, to masz konkretną listę rzeczy do sprawdzenia. Stan szyby w miejscu kamery. Czystość czujników. I temat kalibracji, bo po wymianie szyby z kamerą, po naprawie przodu, po wymianie elementów w zderzaku, system może wymagać prawidłowego ustawienia przez serwis. To nie jest „fanaberia”. To jest kwestia tego, czy system widzi tam, gdzie powinien.
Teraz przechodzimy do procedury, której ludzie najbardziej potrzebują, czyli co robić, gdy system zahamował, zrobiło się niebezpiecznie, albo doszło do stłuczki. Po pierwsze, nie panikujesz i nie wychodzisz od razu na jezdnię. Włączasz światła awaryjne. Po drugie, oceniasz, czy ktoś nie jest ranny. Jeśli jest choćby podejrzenie obrażeń, wzywasz pomoc. Po trzecie, jeżeli to kolizja bez rannych i samochody blokują ruch, w Polsce masz obowiązek przedsięwziąć środki dla bezpieczeństwa i niezwłocznie usunąć pojazd z miejsca zdarzenia, żeby nie powodował zagrożenia lub tamowania ruchu. W praktyce w Warszawie to jest kluczowe, bo druga stłuczka w miejscu zdarzenia dzieje się szybciej niż ludzie myślą. Po czwarte, jeżeli musisz oznakować postój pojazdu, robisz to zgodnie z zasadami sygnalizowania postoju, czyli światła awaryjne i trójkąt ostrzegawczy w odpowiednim miejscu zależnie od drogi. Dopiero potem zajmujesz się oświadczeniem i zdjęciami. I dopiero potem podejmujesz decyzję, czy auto może jechać, czy powinno jechać na lawecie.
W tym momencie wchodzi temat, na którym kierowcy tracą najwięcej pieniędzy. Czyli „dam radę dojechać” albo „kolega mnie pociągnie”. Jeżeli po nagłym hamowaniu awaryjnym doszło do uderzenia, nawet lekkiego, masz kilka typowych ryzyk. Pęknięty uchwyt chłodnicy. Uszkodzona osłona pod silnikiem. Pęknięty zderzak, który wygląda niewinnie, ale trzyma w sobie radar albo czujniki. Przesunięta belka. Uszkodzone mocowania lamp. A w nowoczesnych autach problemem bywa to, że systemy wspomagania przestają działać poprawnie, bo czujnik jest przesunięty o kilka milimetrów. Wtedy jazda „na siłę” kończy się kolejnym błędem systemu albo kolejną stłuczką. Druga rzecz to holowanie „na lince” w sytuacji, gdy auto ma automatyczną skrzynię biegów, napęd na cztery koła, hybrydę albo zablokowane koło. W takich przypadkach nieumiejętne holowanie potrafi narobić kosztów dużo większych niż sama szkoda zderzaka. I to jest dokładnie powód, dla którego w praktyce lepiej wziąć profesjonalistę niż przypadkową pomoc. Bo przypadkowa pomoc nie bierze odpowiedzialności. A Ty zostajesz z rachunkiem.
Jeżeli potrzebujesz w takiej sytuacji laweta Warszawa, bo auto nie powinno dalej jechać, albo potrzebujesz holowanie Warszawa po kolizji w korku, po awaryjnym hamowaniu, po „dziwnym” zachowaniu systemu, to najrozsądniejsza decyzja jest prosta. Dzwonisz do Tania Pomoc Drogowa Warszawa Aacek tel. 791 448 474.
W praktyce my robimy to tak, żeby nie pogorszyć uszkodzeń. Dobieramy sposób załadunku do auta i do sytuacji. Nie siłujemy się z samochodem. Nie robimy „na skróty”. I to ma znaczenie zwłaszcza w nowych autach, bo tam zderzak to nie jest tylko plastik, tylko często miejsce czujników, radarów i elementów, od których zależy działanie wspomagania. Dodatkowo działamy profesjonalnie i mamy ubezpieczenie działalności od przypadkowych szkód, które mogłyby zdarzyć się podczas załadunku i transportu. Dla klienta w stresie to jest realne zmniejszenie ryzyka.
Warto też rozumieć, dlaczego tych systemów jest coraz więcej i czemu temat będzie wracał. W Unii Europejskiej obowiązują regulacje dotyczące ogólnego bezpieczeństwa pojazdów, które stopniowo wprowadzały obowiązkowe systemy wspomagania w nowych autach. W praktyce od 7 lipca 2024 roku wiele systemów bezpieczeństwa stało się obowiązkowych dla nowych pojazdów sprzedawanych w krajach Unii, a wśród nich wymienia się także system awaryjnego hamowania. To oznacza jedno. Na drogach będzie coraz więcej aut, które potrafią same przyhamować. I będzie coraz więcej sytuacji, w których kierowcy będą zaskoczeni. Najlepsze, co możesz zrobić, to jeździć z marginesem. Nie podjeżdżać na zderzak. Nie liczyć, że elektronika załatwi sprawę. I mieć w głowie prosty plan na sytuację awaryjną. Najpierw bezpieczeństwo. Potem decyzja, czy auto może jechać. A jeśli nie, to laweta Warszawa albo holowanie Warszawa zrobione profesjonalnie, bez ryzyka dodatkowych szkód i bez „kombinowania”.
Jeżeli chcesz praktyczną radę na co dzień, to powiem Ci tak jak mówię klientom. Utrzymuj większy odstęp niż „wszyscy”. W mieście to daje Ci spokój. Czyść szybę w miejscu kamery i nie bagatelizuj komunikatów o ograniczonym działaniu systemów. Po myjni i zimą patrz, czy radar w zderzaku nie jest oblepiony brudem. Po naprawach przodu i wymianie szyby upewnij się, że systemy są sprawdzone i ustawione prawidłowo. A gdy coś się wydarzy, nie ryzykuj jazdy, jeśli masz wątpliwości co do stanu auta albo działania czujników. Wtedy jeden telefon często oszczędza kilka godzin nerwów, kilka telefonów do ubezpieczyciela i kilka tysięcy złotych niepotrzebnych kosztów.
Jeżeli jesteś w stresie po nagłym hamowaniu awaryjnym, po stłuczce, po zablokowaniu koła, po uszkodzeniu zderzaka z czujnikami, albo po prostu nie wiesz, czy auto może jechać, zadzwoń po Tania Pomoc Drogowa Warszawa Aacek tel. 791 448 474 www.wawapomocdrogowa.pl. Powiesz krótko, co się stało i gdzie stoisz. My dobierzemy sprzęt i sposób działania tak, żeby transport był bezpieczny. I żebyś nie dokładał sobie problemów „na własne życzenie”.
W takich sytuacjach, gdziekolwiek jesteś… Bemowo, Białołęka, Bielany, Mokotów, Ochota, Praga-Południe, Praga-Północ, Rembertów, Śródmieście, Targówek, Ursus, Ursynów, Wawer, Wesoła, Wilanów, Włochy, Wola, Żoliborz… przyjedziemy i pomożemy. Działamy też w miejscowościach dookoła Warszawy, między innymi Pruszków, Piastów, Brwinów, Grodzisk Mazowiecki, Milanówek, Podkowa Leśna, Błonie, Ożarów Mazowiecki, Duchnice, Ołtarzew, Łomianki, Stare Babice, Izabelin, Leszno, Kampinos, Piaseczno, Józefosław, Mysiadło, Nowa Iwiczna, Lesznowola, Raszyn, Falenty, Sękocin, Nadarzyn, Konstancin Jeziorna, Góra Kalwaria, Otwock, Józefów, Karczew, Celestynów, Wiązowna, Sulejówek, Halinów, Mińsk Mazowiecki, Dębe Wielkie, Wołomin, Marki, Ząbki, Zielonka, Kobyłka, Radzymin, Legionowo, Jabłonna, Wieliszew, Nieporęt, Serock, Nowy Dwór Mazowiecki, Czosnów, Pomiechówek, Zakroczym, Nasielsk.
Tania Pomoc Drogowa Aacek tel. 791 448 474 www.wawapomocdrogowa.pl
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *
Komentarz *
Nazwa *
Adres email *
Witryna internetowa
Zapamiętaj moje dane w tej przeglądarce podczas pisania kolejnych komentarzy.
Dodaj komentarz